emocjonalna izba wytrzeźwień

048. tęsknota

Posted in dojrzewalnia by udrape on 9 Styczeń 2011

No i stało się. Poczułam i już wiem, jak to jest. Przez wszystkie lata trzeźwienia nie pozwalałam sobie na jakieś alkoholowe nostalgie. W mojej pamięci wódka równało się okropny smak i wyłącznie złe wspomnienia. Aż tu nagle wyobraźnia spłatała mi figla. Przypłynęły obrazy, niezwykle barwne, smaki, zapachy, dźwięki. Poczułam wręcz tę mocną słodycz na języku, palenie w gardle i wielkie kojące ciepło spływające w dół i rozlewające się po całym ciele. I tę lekkość. I radość. Tak, pierwszy raz w życiu mogę się uczciwie przyznać, że to było coś! Że lubiłam to i że mi tego brakuje.

Teraz piłabym już inaczej. Ekonomiczniej. Zamiast włóczyć się po knajpach – cichutko, w domu, bez zbędnych czynności i słów, bez udawania, o co tak naprawdę chodzi. Co za oszczędność czasu, pieniędzy, energii. Poszłoby szybko. Nie ma nic, co mogłoby mnie trzymać na powierzchni – nie ma pracy, rodziny, obowiązków, można wyłączyć telefon i nie otwierać drzwi.

Dlaczego tego nie robię… We wczorajszej Refleksji AA było o wyborach. Ja wybrałam 11 lat temu i teraz, każdego dnia, podejmuję od nowa mój wybór i trwam w nim (to, poza decyzją o życiu, najdłużej podtrzymywane moje postanowienie). Bo wiem – zmuszam bogatą wyobraźnię, żeby przesunęła film o kilkanaście klatek – co jest dalej, po tej rozkosznej lekkości i radości. Bardzo dobrze to pamiętam.

Tagged with:

037. dobrze, że boli

Posted in dojrzewalnia by udrape on 9 Wrzesień 2010

Przeżywanie bólu po stratach jest podstawą naszego rozwoju emocjonalnego. Nasz świat wewnętrzny rozpada się wtedy na kawałki, które musimy na nowo mądrze poskładać. Jeśli to potrafimy – wiele możemy zyskać. Większą dojrzałość, odporność psychiczną, mądrość.

Przypadkiem znaleziony świetny artykuł o żałobie. Nie zamierzałam o niej, bo akurat mam łaskawy moment ciszy,

przerwę w rozpamiętywaniu i żałowaniu, ale samo przyszło. I w dodatku tak pięknie wyjaśniło, skąd na przykład nieadekwatna, jakby się wydawało na rozum, siła żalu po stracie, smutek nieproporcjonalny.

Kiedy rozpoczynamy proces żałoby, na głębszym poziomie raz jeszcze przeżywamy wszystkie straty, z jakimi zmagaliśmy się od początku życia, i ponownie stajemy przed koniecznością odbudowy naszego wewnętrznego świata. To czyni proces żałoby jeszcze bardziej bolesnym i trudnym. Ale jednocześnie – bardziej twórczym i dającym nadzieję na odbudowę i naprawę także tych wcześniejszych zniszczeń.

(rozmowa z psychoterapeutką Danutą Golec, Duży Format)

I jeszcze jedno – konstatacja, że nieustannie coś tracimy, z czymś musimy się żegnać (z ludźmi, urodą, siłą, zdrowiem, marzeniami) przyniosła ulgę. Że to naturalne i nieuniknione, i codzienne. Te małe utraty może niekoniecznie uodparniają i przygotowują na wielkie (to akurat chyba niemożliwe), ale jednak wzmacniają, na pewno udowadniają, że niejedno można znieść i przeżyć, bez wielkiej tragedii. Czasem potrzebuję takiego potwierdzenia: przeżyłaś to i to, więc przeżyjesz nowe to.

Tagged with: ,

034. żal po stracie

Posted in dojrzewalnia by udrape on 5 Sierpień 2010

Pamiętam przedostatnie zadanie na terapii – każdy miał takie samo: pożegnalny list do alkoholu. Wyszedł… piękny! Mój terapeuta aż poprosił o kopię, żeby mieć jako przykład dla kolejnych pokoleń alkoholików, którzy chcą, albo tylko tak im się wydaje, skończyć z piciem. Mogłam być z siebie dumna – wzorowa uczennica. Myślę, że był efekciarski i pretensjonalny, a pomysł z personifikacją – alkohol w roli toksycznego kochanka – był wyjątkowo banalny. Bo chwyciwszy się najoczywistszej w moim wypadku drogi ucieczki postanowiłam sprawić sobie literacką frajdę. Nie do końca zdawałam sobie z tego sprawę. Przyznam, że ten list mnie samą wzruszył do drżenia, ale ile było w nim prawdy? Prawdą była z pewnością siła emocji – to były same emocje. Na pewno był skuteczny (bardziej jako symbol, akt magiczny, niż faktyczny), choć wymuszony, bo zadany. Nigdy później z niczym i z nikim się w taki sposób nie żegnałam. Szłam na żywioł i to było… straszne. Znam wszystkie etapy żałoby, teoretycznie przerabiałam je kilka razy, praktycznie – kilkadziesiąt. Mój żal po stracie najlepszej w tamtym czasie podpory był mało przytomny – działo się zbyt wiele, zbyt szybko, przy naprawdę niewielkim udziale mojej świadomości – mało co z tamtych uczuć, stanów i zdarzeń łączyłam z odstawieniem ukochanej trucizny. Później też wolałam żyć trochę poza jaźnią, przynajmniej w tych najtrudniejszych kwestiach, które wymagały wzięcia odpowiedzialności za własne zachowanie. Z dużym zdziwieniem przyjęłam całkowity rozstrój po śmierci człowieka – nikogo bliskiego, zdawałoby się – tylko dlaczego myślałam, że ktoś mi umarł? Dlaczego przez długie miesiące ta śmierć wyskakiwała ze mnie nagle, jakby bez mojej zgody, w neutralnych rozmowach, czemu nie mogłam powstrzymać płaczu?

A ileż było żałobnych łez po oczekiwaniach, niespełnionych uczuciach, po przyjaźniach, miłościach i niby-miłościach, po przywiązaniach i iluzjach… Po przedmiotach, sytuacjach, ludziach.

Żałoba może i nie poddaje się matematycznej precyzji, ale działa za to ze śmiertelną konsekwencją. Przewleka cię przez wszystkie stany: szok i otępienie, zaprzeczanie i złość, tęsknotę, nadzieję, rozpacz, bezradność, ale zawsze odstawia na metę i zwraca cię życiu.

Wiele razy słyszałam od przyjaciół alkoholików naznaczoną lekkim zdziwieniem relację ze stanu żałoby (tej wywołanej śmiercią kogoś bliskiego albo odkryciem własnej śmiertelnej choroby), a raczej jej początku, z samego jądra katastrofy: że nawet przez moment nie pomyśleli o swoim najskuteczniejszym kiedyś pocieszycielu. A to zdziwienie płynie chyba z konfrontacji z nieprawomyślnymi fantazjami, które z tragedii, nim stała się faktem, czyniły oczywiste i całkowicie uprawomocnione alibi – przecież w takiej sytuacji każdy by się napił. I mnie zdarzyło się pławić w oparach podobnych marzeń. Tylko że dziś wiem, a wiedza ta płynie z samych trzewi (teraz! kto wie, co może zdarzyć się w moim umyśle, i „trzewiach”, w innej sytuacji, i kto by marnował energię na domysły?), iż może być tak źle, że myśl o uldze płynącej palącą strugą przez gardło wyda się żałosna, bo nic nie będzie w stanie ugasić bólu. Wódka jako remedium wywoła gorzki śmiech. I wiem też, że bez względu na nasycenie czerni wokół, świat nie tylko trwa (w biernym oczekiwaniu), ale toczy się dalej, w swoim zawrotnym tempie. Bo to widzę.

Tagged with: ,
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.